O autorze
Bartłomiej Foszer - Absolwent prawa Akademii Leona Koźmińskiego. Współwłaściciel domu produkcyjnego FOSZER SAWICKI i współtwórca międzynarodowego studia animacji Betterstorystudio.com oraz firmy cateringowej Pomelo Food Company. Wcześniejsze doświadczenie zdobywał pomagając innym przedsiębiorcom w zdobywaniu funduszy unijnych. Nigdy nie pracował u nikogo i zawsze był własnym szefem. Prywatnie pasjonat wszelakich sportów.

O czym? O szeroko rozumianym biznesie. O tym co robić i jak, żeby się rozwijać. Zwiększać zyski. Mniej wydawać. Optymalizować. Testować. Minimalizować porażki. O tym jak rozwijać siebie, a przy okazji pomóc w rozwoju innym.

Zacznij dobrze nowy dzień – czyli poranne rytuały

https://pixabay.com
Co zrobić, żeby wejść dobrze w nowy dzień? Jak przygotować się na natłok informacji, wiadomości, maili, spotkań? Jak uniknąć uczucia przytłoczenia i wypalenia ze względu na niekończącą się listę zadań? Oto moja metoda.

Kiedyś mój poranek wyglądał następująco. Budzik ustawiony na 8:30. Łapię za telefon i sprawdzam maila. Przecież przez noc tyle się mogła wydarzyć… Przy okazji scrolluje social media. Orientuję się, że nie mam na to czasu i ruszam w pośpiechu do łazienki. Szybki prysznic, ubieram się i wychodzę. Po 10 minutach jestem w biurze. Pełen natłoku myśli wpadam w wir nieefektywności. Pędzę realizując kolejne zadania, które nigdy się nie kończą... Żyłem tak bardzo długo. Odbiło się to negatywnie na moim zdrowiu, produktywności i poziomie energii. Dziś jest zupełnie inaczej.

Wstaję o godzinie 6:00 (kiedyś było to dla mnie niewyobrażalne) i kolejne 1,5-2h przeznaczam dla siebie. Czasem jest to godzina. Nie śpieszę się. Biorę każdego dnia tyle czasu ile potrzebuję. Dwugodzinny bufor, który mam zarezerwowany w 100% mi wystarcza.

Ale od początku… Wyłączam budzik i zostawiam telefon przy łóżku. Nie interesuje mnie zbytnio co na nim się dzieje. Jest godzina 6:00 i spokojnie rzeczy, które są na telefonie mogą poczekać do 8:00. Idę do kuchni gotuję wodę i zaczynam dzień od wypicia szklanki ciepłej wody z solą kłodawską. Jest to napój, który sprzyja nawodnieniu organizmu z czym mam ewidentny problem. Następnie czas na poranny streaching i medytację. Kiedyś była to dla mnie Yoga. Poświęcałem na nią od 15 do 30 minut dziennie, następnie wykonywałem program medytacyjny z aplikacją Headspace. Od 2 miesięcy zastąpiłem jogę, kaligrafią. W skrócie kaligrafia jest to połączenie jogi, tai chi i pracy z wewnętrzną energią. Nie chcę za dużo rozpisywać się o tej metodzie (więcej informacji możecie znaleźć na np. lifeenergy.pl ), ale czuję się po niej wewnętrznie odprężony, a moje ciało jest bardzo świeże – nie odczuwam bólu pleców czy bólów mięśniowych po odbytych treningach z czym wcześniej miałem duży problem. Następnie kieruję się w stronę łazienki i biorę prysznic obniżając stopniowo temperaturę wody. Gdy dochodzę do najniższej temperatury staram się ochładzać tak organizm przez 2-3 minuty. Wychodzę z łazienki i w tym momencie kończę pierwszy etap poranka. Jest to etap, w którym staram się nie dopuszczać wielu myśli do swojej głowy.


Kolejny etap to śniadanie. Udaję się do drzwi wejściowych gdzie po drugiej stronie czeka już na mnie mój catering Pomelo . Wygrzebuję z paczki śniadanie i udaję się z nim na balkon. Siadam przy stoliku i zaczynam powoli włączać myślenie o dniu dzisiejszym. Zaczynam zadawać sobie pytania: Które zaplanowane zadania są naprawdę istotne? Na czym powinienem w szczególności się skupić? Czy mam dziś ważne spotkania? Jak się na nie powinienem przygotować, żeby były efektywne? Czy dobrze ustaliłem swoje priorytety?

Generalnie pozwalam sobie na myślenie o rzeczach, o których nie mam czasu myśleć kiedy wchodzę w tryb zadaniowy. Nie zawsze jest to dzień dzisiejszy. Czasem analizuję jak wygląda realizacja celów jednego z biznesów, w które jestem zaangażowany, a innym razem czy system pracy jaki sobie przyjąłem jest faktycznie przeze mnie realizowany. Są te tematy, nad którymi najczęściej nie mam czasu pomyśleć w ciągu dnia. Poświęcam na to od 15 do 30 minut. Zaznaczę jeszcze raz, że mój telefon leży cały czas w sypialni.

Po zjedzonym śniadaniu, czas na doładowanie się moimi spersonalizowanymi witaminami czyli codzienną dawkę Sundose (jest to jeden z nawyków, który wprowadziłem na stałe do mojego planu dnia). Rozpuszczam saszetkę w gorącej wodzie i siadam w fotelu z książką. To moje kilkanaście, czasem kilkadziesiąt minut na czytanie. Nie potrafię zmotywować się na czytanie w ciągu dnia więc postanowiłem uzupełnić te braki właśnie podczas mojego poranka. Są to często książki rozwojowe, które czuję, że w danej chwili potrzebuję np. książka o zmienianiu nawyków czy o uważności. Po zakończeniu lektury siadam do biurka i jeszcze raz patrzę na swój plan dnia przygotowany poprzedniego wieczora. Czasem na podstawie porannych przemyśleń zmieniam go. To jest też czas na spisanie myśli, które przyszły mi do głowy podczas poranka i wydają się być wartościowe – bardzo często wpadam na dobre pomysły właśnie wtedy. Następnie siadam do maila i telefonu. Sprawdzam czy są jakieś tematy, na które chce odpisać od razu. Jeśli nie ma, ruszam do pracy.

Mój codzienny rytuał trwa od 1 do 2 godzin. Czasem zdarza mi się pominąć pewne punkty jeżeli szczególnie nie mam na nie ochoty np. na zimny prysznic. Słucham swojego organizmu bo jest to czas dla mnie. Opisany powyżej zestaw pozwala mi zebrać energię na cały intensywny dzień i sprawia, że zwyczajnie czuję się lepiej zarówno wychodząc rano do domu jak i do niego wracając. Polecam Wam eksperymentowanie z porankami.
Trwa ładowanie komentarzy...